niedziela, 29 listopada 2009

a w sobotę u M.

piątek, 27 listopada 2009

jestem zabiegana i nie mam czasu, kłócę się i godzę, a także nie myślę o przyszłości

czwartek, 19 listopada 2009

na plus/ na minus

udane lumpobranie, w zamian za nieudany dzień, ale to czwartek, szkoła, rozumiesz, żadnych perspektyw na radosne przeżycia.
z drugiej strony co narzekasz, ciepło i słońce i czerwone zachody.

środa, 18 listopada 2009

obiad na krakowskiej

sylwester na dzisiaj.

wtorek, 17 listopada 2009

nie mieszczę się w 98%

oświecił mnie pan w ksero. pech chciał. zawsze pod górkę. dlatego nie chciałam bindowania bo jak. poszłam na kawę z O. i K. (M. nie dojechała) posiedzieć na tronie księżniczki.
idź na rewers i oby nie skończyło się to podobną do mojej przygodą (swoją drogą za dużo tych przygód mam ostatnio, no ale ja w końcu nie mieszczę się w 98%).
(If you’ve got a song you gotta sing it
If you find your love you’d better bring it home to me, immediately
If you’ve got a goal you’re gonna reach it
If you find your soul, you’d better preach it honestly
How hard can that be?)

sobota, 14 listopada 2009

piosenka z trójki

wiesz, że już wcale nie chce mi się słuchać piosenek o nieszczęśliwych miłościach?

wtorek, 10 listopada 2009

mój jedyny nałóg- ludzie

piątek, 6 listopada 2009

energię raz, poproszę!

środa, 4 listopada 2009

zima przyszła, trochę marudzę

zima przyszła, drogowcy jak co roku bardzo zaskoczeni, ja zresztą też, jak zawsze mam wrażenie, że przecież dopiero skończyło się lato, dopiero miesiąc temu wróciłam z wakacji itp. tymczasem czas mija mi wolno, nadzwyczaj wolno, to cudowne uczucie po roku codziennej bieganiny i zakręcenia, ale może po prostu nauczona doświadczeniem, nie próbuję za wszelką cenę wyrzucać z harmonogramu dnia momentów, kiedy 'nudzi mi się'. wtedy, olaboga, oglądam głupią telewizję i czytam (trochę mądrzejsze) książki, o których jestem już teraz całkowicie przekonana, że nigdy do niczego mi się nie przydadzą, chyba jedynie dla urozmaicenia i wzbogacenia rozmowy na tematy żadne-tam-życiowe w jakiejś krakowskiej knajpie (zasada nr 1 udanej konwersacji: nie naruszać świętości czasu wolnego jako wolnego od s z k o ł y).
dołączam więc do niewielkiego tutaj grona malkontentów, którzy nie lubią i narzekają na swoje miasto, ciągle jestem na tyle ograniczona, że nie potrafię dostrzec tej palety, tudzież wachlarza możliwości jakie mi oferuje. nie przekonują mnie 2 nowe kawiarnie ze skądinąd całkiem dobrą kawą, klimatem i bardzo wygodnymi kanapami. i nie potrafię zrozumieć jeszcze niektórych innych rzeczy, a głównie pewnych zachowań pewnych konkretnych ludzi, którzy na dodatek roszczą sobie prawo do definiowania siebie w kategoriach kulturalnych i już prawie wykształconych osób. postanowiłam jednak, że skoro wracam do tego powolnego miasta, na powolny uniwerek, gdzie z braku innych zajęć ekscytacja i wtykanie nosa w nie swoje sprawy jest praktykowana na porządku dziennym- nie będę się stresować i właśnie ja spróbuję się uwolnić od zapychania czasu przejmowaniem się niepotrzebnymi sprawami.
w sobotę wczesnym rankiem uciekam do poznania więc, adios!

wtorek, 27 października 2009

strachy z dzieciństwa zastraszone!

byłam dzisiaj u bardzo sympatycznego dentysty i generalnie i absurdalnie nie mogę się doczekać kiedy pójdę znów. wyobraź sobie, że stan kiedy nic nie boli jest tak zaskakujący, że aby uwierzyć muszę przeżyć to jeszcze raz!